Sługa Boży o. Euzebiusz Józef Huchracki (1885 - 1942)

Sługa Boży o. Euzebiusz Józef Huchracki urodził się w Katowicach dnia 15 października 1885 roku. Na chrzcie świętym otrzymał imię Józef. Jego rodzice, Piotr i Stanisława Bonczkowscy pochodzili z Wielkopolski. Ojciec pochodził ze Śremu, a matka z Belęcina koło Siemowa. W poszukiwaniu pracy przeprowadzili się na Górny Śląsk i zamieszkali przy ulicy Karbowej 18 w Katowicach. Ojciec przyszłego Sługi Bożego był stolarzem i pracował w kopalni „Ferdynand” (dziś „Katowice”). Matka natomiast opiekowała się dziećmi i domem. Józef miał rodzeństwo: siostrę i trzech braci. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Katowicach. Tam też rozpoczął naukę w gimnazjum, lecz na skutek wykrycia jego przynależności do tajnej polskiej organizacji młodzieżowej został z niego usunięty. Przeniósł się wtedy do Wrocławia, gdzie obudziło się w nim powołanie do stanu duchownego.

Uzyskawszy maturę postanowił wstąpić do zakonu franciszkańskiego i zostać kapłanem. Zgłosił się do Braci Mniejszych – Franciszkanów we Wrocławiu-Karłowicach i został przyjęty. A później skierowany do domu nowicjackiego w Borkach Wielkich. Nowicjat rozpoczął 7 kwietnia 1906 roku i otrzymał imię zakonne: Euzebiusz. Po odbyciu rocznego nowicjatu i złożeniu w dniu 8 kwietnia 1907 roku ślubów zakonnych oddał się sześcioletnim studiom filozoficzno-teologicznym w Wyższym Seminarium Zakonnym we Wrocławiu-Karłowicach. Uroczyste śluby zakonne złożył 16 kwietnia 1910 roku. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1913 roku z rąk metropolity wrocławskiego, księdza kardynała Jerzego Koppa.

Prymicje odbyły się w nowo wybudowanym kościele franciszkańskim, a dzisiaj Bazylice Mniejszej, w Panewnikach. Były to pierwsze prymicje w kościele panewnickim. W sierpniu 1914 roku wybuchła I wojna światowa. W październiku tego roku o. Euzebiusz został powołany do służby w armii niemieckiej, do jednostki wojskowej w Olsztynie, na stanowisko kapelana wojskowego. Ponad dwa lata spędził na froncie wschodnim – nad Dźwiną, a resztę lat na froncie zachodnim – we Francji. Cały okres kampanii wojennej, co należy podkreślić, odbywał w habicie zakonnym franciszkanów, a nie w mundurze niemieckim, czym się szczycił. Jako proboszcz i major 37 Dywizji Piechoty otrzymał odznaczenie wojskowe „Żelazny Krzyż” II klasy. Po klęsce Niemiec w 1918 roku o. Euzebiusz wrócił szczęśliwie do swojej zakonnej Prowincji św. Jadwigi. W tym czasie powstała nowa rzeczywistość – wolna i niepodległa Polska w nowych granicach. W sercu o. Euzebiusza zrodziła się nieodparta chęć przedostania się do Polski, by w niej jako Polak realizować swoje życie zakonne i kapłańskie dla dobra Kościoła i Ojczyzny, w wolnej i niepodległej Polsce. W latach 1920-1921 odbył się na Śląsku plebiscyt, po którym Polacy mieszkający po stronie niemieckiej mogli przenieść się do Polski, a Niemcy zamieszkujący po stronie polskiej – do Niemiec. Taka możliwość zaistniała także dla zakonników Prowincji św. Jadwigi na Śląsku. Z tej okazji skorzystał też o. Euzebiusz Huchracki i przeniósł się do tzw. komisariatu poznańskiego, który w 1929 roku uzyskał prawa prowincji – dziś jest to Prowincja Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z siedzibą w Katowicach Panewnikach.

Przełożeni zakonni powierzali ojcu Euzebiuszowi różne urzędy i stanowiska. Wśród braci uchodził za wzorowego kapłana i zakonnika, jak również za wielkiego patriotę i Polaka. Był gorliwym zwolennikiem Wojciecha Korfantego, znanego działacza na Śląsku i inicjatora powstań śląskich. 16 czerwca 1938 roku o. Euzebiusz został mianowany przez przełożonych zakonnych przełożonym klasztoru w Miejskiej Górce na Goruszkach koło Rawicza. Oprócz niego konwent liczył wówczas pięciu ojców i siedmiu braci nie będących kapłanami. Przy kościele klasztornym nie było parafii, za to istniała dość liczna świecka rodzina tercjarska, której kierownikiem duchowym był każdorazowy przełożony klasztoru.

I to właśnie w Miejskiej Górce zastała go II wojna światowa. O. Euzebiusz ani na krok nie opuścił klasztoru, choć jego współbracia to zrobili, pozostawiwszy go samego. Jedynie pozostał przy nim kleryk z Wronek, br. Hugolin Pieprzyk, który w klasztorze na Goruszkach spędzał wakacje. O. Euzebiusz był stanowczo przeciwny opuszczeniu klasztoru nie tylko z racji przełożeństwa, ale jako były żołnierz z I wojny światowej miał dość dużo okazji widzieć tragiczne losy uciekinierów. Dlatego widząc uciekających ludzi, wychodził im naprzeciw i przekonywał ich do powrotu – nie zawsze skutecznie. Jedynie mieszkańcy Karolinek dali się przekonać i dla nich o. Euzebiusz kazał otworzyć bramy i przyjąć, by w piwnicach klasztoru mogli znaleźć schronienie przed ewentualnym bombardowaniem. Na szczęście w powiecie rawickim nie było żadnych działań wojennych ani bombardowań. Pierwsze oddziały Wehrmachtu pojawiły się w Miejskiej Górce dopiero po tygodniu, spokojnie wkroczywszy do miasta od strony Sarnowy.

Pod wieczór 15 lutego 1940 roku w klasztorze na Goruszkach pojawiło się nagle poznańskie gestapo, przywożąc samochodem ciężarowym osiemnastu księży diecezjalnych z okolicznych parafii, których miano internować w klasztorze. Również tego dnia gestapo aresztowało i internowało zakonników przebywających w klasztorze oraz zagroziło surowymi karami za samowolne opuszczenie klasztoru, czyniąc o. Euzebiusza odpowiedzialnym za wszystkich internowanych księży i zakonników.

Od czasu do czasu pojawiały się kontrole przeprowadzane przez wyższego rangą oficera, niejakiego Wolfa z Poznania. Gdy dowiedział się, że o. Euzebiusz pochodzi ze Śląska i podczas I wojny światowej służył w armii niemieckiej, zaproponował mu zwolnienie z aresztu oraz pozwolenie na wyjazd do Generalnego Gubernatorstwa (GG), pod warunkiem podpisania tzw. Volkslisty. O. Euzebiusz stanowczo odrzucił tę propozycję. Potwierdza to o. Hugolin Pieprzyk, naoczny świadek drogi męczeństwa. Według niego o. Euzebiusz wypowiedział takie słowa: „Ich bin Pole und ich bleibe Pole!” Uważał to za osobistą obrazę i był zdecydowany jako Polak dzielić los polskiego duchowieństwa oraz cierpieć za wiarę i Ojczyznę. Tak jasne i bezkompromisowe stanowisko bezsprzecznie świadczy o jego mocnej decyzji. Nie wyparł się Boga i polskości.

1 kwietnia 1941 roku klasztor na Goruszkach został zlikwidowany i przejęty przez władze III Rzeszy na cele więziennictwa w Rawiczu. Zadecydowała o tym komisja z Berlina, która tego dnia przybyła do klasztoru w otoczeniu burmistrza miasta i miejscowej policji oraz poinformowała o. Euzebiusza o podjętej decyzji.

Następnego dnia przybyło z Poznania gestapo i przewiozło internowanych księży oraz zakonników do klasztoru ojców benedyktynów w Lubiniu koło Kościana, gdzie znajdowali się także inni internowani duchowni. O. Euzebiusz otrzymał nakaz pozostania na miejscu, aby wraz z braćmi Bonawenturą i Hugolinem dokonać inwentaryzacji mienia klasztornego na Goruszkach oraz przekazać sporządzony wykaz burmistrzowi miasta. Po wykonaniu tego zadania o. Euzebiusz otrzymał od burmistrza tzw. Ausweis na podróż koleją wraz z dwoma braćmi do Lubinia.

26 kwietnia 1941 roku, wczesnym rankiem, po Mszy św. i śniadaniu, o. Euzebiusz oraz jego dwaj wyżej wymienieni towarzysze opuścili Goruszki z bólem serca, lecz z niezłomną nadzieją, że kiedyś tam powrócą. Pociągiem, przez Krobię i Gostyń, bez eskorty policji, przybyli do klasztoru w Lubiniu, gdzie zostali serdecznie powitani przez przeora, o. Zygmunta Mrełę oraz internowanych księży i braci zakonnych. Tutaj przez kilka miesięcy pozostawali w spokoju; jedynie policja z Kościana nawiedzała ich od czasu do czasu, zachowując się wobec internowanych arogancko i hałaśliwie, a nieraz nawet ich bijąc.

Dnia 6 października 1941 roku nastąpiła likwidacja klasztoru w Lubiniu. W tym dniu przyjechało ciężarówką z Poznania gestapo po internowanych księży diecezjalnych i zakonnych i zawiozło ich do Poznania – na Fort VII.

Braciom nie kapłanom pozwolono wrócić do swoich rodzin lub podjąć pracę na miejscu. Był to ostatni moment, kiedy jeszcze można było się uratować z nieuniknionej śmierci. I taką szansę wydaje się miał również o. Euzebiusz Huchracki, lecz świadomie wybrał drogę, która jak chyba zdawał sobie sprawę zmierza do męczeństwa.

30 października 1941 roku przybył do obozu koncentracyjnego w Dachau pociągiem przepełnionym polskimi księżmi. W obozie otrzymał numer 28240 i został przydzielony do bloku 28, izby 4. Mimo trudnych warunków podnosił współwięźniów na duchu

W marcu 1942 roku przeprowadzono selekcję wśród więźniów na zdrowych, zdolnych do pracy oraz inwalidów. Tych ostatnich, uznanych za element nieproduktywny, skazano na śmierć przez otrucie gazem w komorze gazowej w Hartheim, w autach wyposażonych w takie komory lub w krematorium nowym w Dachau, które taką komorę posiadało. O. Euzebiusz cierpiąc na serce, został zaliczony do inwalidów. W nocy z 5 na 6 maja 1942 roku w transporcie inwalidów zginął zagazowany śmiercią męczeńską – śmiercią bohaterską! Sługa Boży Euzebiusz Huchracki żył 56 lat, z tego 36 lat w zakonie i 29 lat w kapłaństwie.

Ostatnie słowa, jakie wypowiedział do współwięźnia, brata Hugolina, żegnając się z nim, brzmiały: „Trzeba się na wszystko zgodzić, co Bóg da… Z Bogiem!”.

Świadectwo życia i droga męczeństwa Sługi Bożego o. Euzebiusza nie może być zapomniana. Jest on dla dzisiejszego człowieka pięknym przykładem wytrwałości aż do końca w przeciwnościach i cierpieniach, tak fizycznych, jak i duchowych. Jego męczeństwo jest uwieńczeniem pięknego życia poświęconego Bogu i Kościołowi Świętemu.

TRZEBA SIĘ NA WSZYSTKO ZGODZIĆ, CO BÓG DA...

o. Euzebiusz Huchracki OFM